Tyle smutków w naszych sercach,
tyle ran otwartych ale jednak nie widocznych, ukrytych.
Spojrzeń litości pełnych w okół.
A po co, a na co, a dlaczego...
Blizny na ciele lepsze niż samobójstwo...
Ukojenie dla naszych myśli, czy duszy nękanej.
Oddech miarowy, nierówny...
Metalowe ostrze takie gładkie, przyjemne.
Dreszcz po ciele rozchodzący...
Krótkie cięcia.
Promieniujący ból na nadgarstku.
I krew soczysta, wypływająca.
Lekkie pieczenie a tak przyjemne.
Uczucie nie do opisania.
Taka błachostka a tyle uczuć, bodźców.
Emocji.
Tak bardzo przyjemnie mi.
To jest to.
To jest uzależnienie me.
poniedziałek, 16 grudnia 2013
czwartek, 5 grudnia 2013
Niechęć.
Tydzień temu obiecałam sobie, że więcej się nie potnę,
że więcej tego nie zrobię,
że więcej nie "przyozdobię" swojego ciała.
Ale wiecie co?
Jestem słaba.
Przegrałam...
Wczoraj znalazłam nowiutkie ostrze od temperówki i nie wytrzymałam...
Byłam tak wniebowziętą, że nie zauważyłam jak przecinam PIEPRZYKA...
Będzie on jedyny w swoim rodzaju, bez jaj...
Jak się zagoi to dodam zdjęcię...
Pieprzyk z blizną, dżizas.
***
Czy tylko ja tak bardzo nienawidzę świąt?
Tej sztucznej atmosfery?
Tej udawanej miłości?
Tych wszystkich okropnych potraw.
Czy nawet tej "idealnej" rodziny która jak się należy spotyka się ten jeden jedyny dzień w roku udając, że zawsze była jest czy będzię taka... Formalna? Taka... Nienormalnie sztuczna...
Tego nie da się opisać, to jest okropne.
Nienawidzę tego...
I tego wzroku pełnego litości i... Obrzydzenia?
Nie rozumiem ich.
Co ja im zrobiłam?
Czemu oni na siłe chcą odkupić czas zmarnowany bezemnie jakimiś... Prezentami?
Dlaczego?
że więcej tego nie zrobię,
że więcej nie "przyozdobię" swojego ciała.
Ale wiecie co?
Jestem słaba.
Przegrałam...
Wczoraj znalazłam nowiutkie ostrze od temperówki i nie wytrzymałam...
Byłam tak wniebowziętą, że nie zauważyłam jak przecinam PIEPRZYKA...
Będzie on jedyny w swoim rodzaju, bez jaj...
Jak się zagoi to dodam zdjęcię...
Pieprzyk z blizną, dżizas.
***
Czy tylko ja tak bardzo nienawidzę świąt?
Tej sztucznej atmosfery?
Tej udawanej miłości?
Tych wszystkich okropnych potraw.
Czy nawet tej "idealnej" rodziny która jak się należy spotyka się ten jeden jedyny dzień w roku udając, że zawsze była jest czy będzię taka... Formalna? Taka... Nienormalnie sztuczna...
Tego nie da się opisać, to jest okropne.
Nienawidzę tego...
I tego wzroku pełnego litości i... Obrzydzenia?
Nie rozumiem ich.
Co ja im zrobiłam?
Czemu oni na siłe chcą odkupić czas zmarnowany bezemnie jakimiś... Prezentami?
Dlaczego?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
